Szokujące. Kontrowersyjne. Skandaliczne! Może jednak warto pomyśleć głębiej nad wartością artystyczną tej wystawy? Za chwilę przytoczę kilka arcydziel dobrze nam znanych i prosperujących w naszej historii i kulturze mistrzów, które nie odbiegają aż tak bardzo od wspomnianej ekspozycji, i mogły by pozwolić nam stwierdzić, że doktor Hagens zasługuje na pewne miejsce wśród nich. Może jest twórcą, którego wizje spotykają się z niezrozumieniem współczesnych, twórcą, który wyprzedza swój czas.
Ekspozycja jest rzeczywiście zaskakująca, ze względu na tematykę i tworzywo wstrząsająca i ludziom o słabych nerwach jej nie polecam. Oczom oglądających ukazują się bowiem nagie, odarte ze skóry ludzkie ciała, nie wykonane jednak z wosku, czy innego materiału, ale prawdziwe ludzkie zwłoki spreparowane odpowiednio, które pełnią rolę eksponatów. Nie jednokrotnie możemy zajrzeć do wnętrza ciała ludzkiego, zobaczyć ludzki płód czy organy wewnętrzne. Wielu się zastanawia, jak i w jakiej Galerii można eksponować w ten sposób ciało zmarłego i odnajduje to jako brak poszanowania człowieka. Przy czym wspomnieć trzeba, że każda z osób, której cialo zostały pośmiertnie wykorzystane w tych celach, wyraziła na to zgodę za życia.
Tak samo jak i dziś, opinie dotyczące [/link]prymitywizmu[/link] jaki wykazywała sztuka Picassa, wyrażali krytycy sztuki na przełomie XIX i XX wieku. Pierwsze wystawy kubistów (nie występujących jeszcze pod tą nazwą) spotykały się z negatywnym odbiorem. Andre Salmon, krytyk sztuki, określa nowy kierunek bzdurnym wynalazkiem głupców, którzy chcieli by mieć w Picassie duchownego przewodnika". Inny z nich, Guillaume Apollinaire kilka lat później stwierdził: wiem, że to kubizm wznosi się dzisiaj w sztuce francuskiej najwyżej.
Pierwsze moje skojarzenie to Leonardo da Vinci. Jest niewątpliwie wielkim mistrzem renesansowym, jednym z najwybitniejszym w całej historii sztuki. Człowiek wszechstronny, nie tylko wspaniały rysownik, malarz, ale architekt, inżynier i konstruktor. Nieoceniony za swoje osiągnięcia na polu sztuki i techniki wieszcz dla wielu artystów, którzy namiętnie studiowali jego szkice i płótna. Do dziś badacze prac da Vinci nie mogą wyjść z podziwu nad ich mistrzostwem, słyszy się o próbie realizacji projektów technicznych mistrza. Ale poza tymi wspaniałymi dziełami spod ręki Leonarda wyszło kilka bardzo kontrowersyjnych prac, o których istnieniu nie wszyscy zdają sobie sprawę, a jeśli tak, dają jedynie wyraz swojego uwielbienia dla artysty i jego wszechstronnych zainteresowań. Okazuje się, że da Vinci nie tylko pasjonował się studium ludzkiego ciała, jego idealnymi proporcjami, ale również anatomią. Uczestniczył bowiem w sekcjach zwłok studiując w ten sposób anatomię człowieka, efektem czego są takie szkice jak Studium płodu ludzkiego, Studium szkieletu czy Studium narządów wewnętrznych. Twórca w szczególności interesował się powstaniem życia. By sporządzić rysunek embrionu w łonie matki nie wykonywał jednak sekcji, lecz analizował cielną krowę i przeniósł wyniki na człowieka. Było to pierwsze dokładne przedstawienie płodu w łonie matki. Wykonał odlewy ludzkiego mózgu i komór serca. Wszystkie wspomniane rysunki powstały z równą pasją i dbałością o szczegóły jak szkice do Damy z łasiczką. Dzisiejszy krytyk dostrzega w nich mistrzostwo, swobodną kreskę, doskonały rysunek i chwali wartości edukacyjne, ale pomyślmy jakie emocje wzbudzały wśród odbiorców współczesnych da Vinci? Czy ich tematyka, przedstawienie wnętrza ludzkiego ciała, nie wykazuje analogii do wystawy doktora Hagensa?
Moja przyjaciolka nie jest jedyną osobą, która uważa prace kubistów za prymitywne i niegodne miana dzieł sztuki. Nasuwa się wniosek, że Picasso był skandalistą na miarę swoich i naszych czasów. Studiując jego twórczość, okazuje się, że ucieczka w zgeometryzowane kompozycje jest poszukiwaniem nowych środków wyrazów, gdyż wszystko co osiągnięto poprzednio stawało się niewystarczające, nieważne, archaiczne, a zarazem pewnym manifestem, prowokacją i kreacją nowego kierunku. Jego sztuka widzenie i rozumienie świata poddane zostały pewnej matematycznej wręcz logice. Nie rozwijała się w kierunku przeładowania formy, ale jej syntezy. Pokazałam wtedy znajomej obrazy Picassa, które pochodziły z okresu błękitnego, naładowane emocjami, przepełnione smutkiem i melancholią sceny studiowane z natury, jak Dramat, Zupa czy Życie. Nie mogła w nich rozpoznać pędzla mistrza i tylko podpis pod reprodukcją w albumie przekonywał do jego autorstwa.
